kosmici

uciekaliśmy (ja zawsze byłem na czele) jakimiś mostami i kładkami zrobionymi z bambusa… wszystko chwiejne.. byla noc. co jakiś czas jakiś wybuch. dobiegliśmy do placu, paliło się ognisko. gdy nagle coś we mnie weszło (jakaś energia) i straciłem panowanie nad sobą. powoli opadałem na ziemię, słysząc z echem swoje/cudze słowa wypowiadane moimi ustami… ba… w końcu zostałem wypchnięty z ciała (wciąż mogłem obserwować je z boku) a moje ciało zaczęło mówić coś w niezrozumiałym języku. jakiś człowiek (dowódca???) krzyczał, że nie pasuje ostatnie słowo, żebym powtórzył. to miała być jakaś bardzo ważna informacja, o kosmitach, o innych rasach… obudziłem się i naprawdę nie mogłem się ruszyć… gdy już się udało wokół mnie było wszystko wyłożone jakby czarnym lustrem, pleksi… coś w tym rodzaju.. widziałem swoje odbicie… prawdopodobnie znów zasnąłem i obudziłem się już normalnie… choć miałem ogromny ból mięśni.. jakby zakwasy i przykurcze…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.