różne…

snił mi się mój własny ślub w urzędzie stanu cywilnego. z moją aktualną dziewczyną. troszkę ludzi, urzędnik stanu cywilnego (mężczyzna). potem pojechaliśmy z naszą córką (która jest w rzeczywistości) do jakiegoś domu. dom był pusty, jakby do wynajęcia. czysty, biały, urządzony, dwie ogromne ściany ze szkła. ramy też białe. na podłodze wysypane duże, białe, gładkie kamienie. przyjemnie się po tym chodziło. stał telewizor, na nim leżał pilot. telewizor był mocno zakurzony. za oknem był ogród, też wysypany takimi kamieniami. było przyjemnie, za drugim oknem/scianą z okien właściwie, była droga, asfaltowa, wąska. gdy spojrzałem na drogę, jechał tam stary mercedes, chyba żółty i pasażer siedzący z tyłu coś do mnie machał, coś mówił ale auto pojechało dalej. zadzwonił telefon, automatyczna sekretarka powitała dzwoniącego i powiedziała że wszystko jest przygotowane, że zaprasza itd. wtedy powiedziałem mojej dziewczynie, że musimy już wychodzić. ona chciała zupę dla dziecka zagrzać, mała już przysypiała ale ja wciąż mówiłem że musimy iść. poszły tylko one, ja zostałem. przyszło dwóch modych mężczyzn, jakby lokatorów dla których był przygotowany ten dom. postałem chwilę z nimi i chyba wyszedłem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.