Niebezpieczna spelunka

Byłem w jakimś barze. Na pierwszy rzut oka wszystko było dobrze. Niestety, zaczęli się schodzić dziwni ludzie. Ktoś mi włożył pieniądze do kieszeni, celowo prowokując, czy oddam. Oddałem. Potem ktoś mnie zaczepiał słowami, że mu się nie podoba mój wyraz twarzy. Potem znów pieniądze, które przyniosła mi kelnerka – twierdziła, że upuściłem. Poszedłem do tego samego typa i kolejny raz oddałem. Potem mocniejsze spięcie: Tego, któremu nie podobała się moja twarz, wyrzuciłem przez balkon. W końcu opuściłem to miejsce.

Czwórka złych

Byłem w domu. Chyba na kogoś czekałem. Dzwonek, otwieram. Widzę młodego Murzyna, który coś bełkocze i chowa się za rogiem ściany. Zamykam drzwi i idę do drugiego pokoju zobaczyć, kto jest na podwórku. Były cztery osoby (eh, te czwórki powtarzające się w moich snach). Było więc 3 mężczyzn (jeden czarny) i jedna kobieta. Wyszedłem na podwórko drzwiami tarasowymi i zacząłem krzyczeć na nich, że to skandal, co oni robią. Zakradają się, chowają. Mają być widoczni. Młodzi mężczyźni byli raczej ulegli, choć „cwaniakowali” słownie. Dziewczyna zaś, była koszmarna. Arogancja, bezczelna. Stwierdziła, że źle traktuję psa, który biegał po podwórku. Że ona się nim zajmie lepiej. Kazałem im się wynosić. Użyłem do tego słów nieparlamentarnych. To kolejna ciekawa rzecz. Na co dzień, owszem, zdarza się zakląć, ale to nie jest „zamiast” słów, a raczej dla wyrzucenia emocji w danej chwili. Ostatnio w snach, gdy kogoś przepędzam robię się wręcz ordynarny. Tak było i tym razem. Wyszli poza teren posesji. Wróciłem do domu, gdy zobaczyłem znów tę dziewuchę na podwórku. Chciała mi zapłacić za psa. Kategorycznie odmówiłem. Wyrzuciłem ją znów. Weszła trzeci raz bardziej zdecydowanie. Byłem zdenerwowany, ale wciąż bardzo stanowczy. Kazałem jej wyjść z mojego terenu. Opuściła podwórko, grożąc, że w niedzielę i tak przyjdzie zabrać psa. Nagle moja brama wjazdowa zmieniła się w nową ścianę ze szkła i aluminium. Przekręciłem klamkę domykającą i zrobiło się cicho. Nie słyszałem, co mówiła, nie mogła wejść. Chwilę postali i odeszli.

Tego, co nastąpi teraz, nie jestem pewny jeśli chodzi o moment pojawienia się. Otóż, być może po przebudzeniu się z tego snu, zasnąłem znów. Pod domem pojawił kolega, policjant z sekcji dochodzeniowej (kryminalny), sprawdzając, czy wszystko jest dobrze zabezpieczone. Wtedy właśnie obudziłem się wyspany jak nigdy ostatnio.

Winda mnie oszukała

Sen z wczoraj rana, ale przypomniał mi się dopiero tuż przed spaniem wieczorem.

Szpital, spotkałem kolegę. Chyba był chory. Lekarze, pielęgniarki. Chodzimy po korytarzu czekając na coś. Wsiadamy do WINDY! i … nie zorientowałem się, że to sen, bo winda zamieniła się w przedział pociągu. Jechaliśmy bardzo daleko, dziwnymi trasami, przechyleni czasem o 90 stopni od pionu. Zupełnie jakby winda wiedziała, że jeśli zostanie nią, to zorientuję się, że to sen i nie będzie mogła robić, co jej się podoba. Dojechaliśmy w miejsce gdzie miałem chyba go zostawić. Zapomniałem, nie umiałem znaleźć swojego auta. Przypomniałem sobie, że samochód zostawiłem pod szpitalem. Usiłowałem wrócić. Czy wróciłem nie wiem.

Piwnice, miękkie kamienie i Wojciech Jóźwiak

Byłem w piwnicach mojego domu rodzinnego. Stara kamienica. Zawsze bałem się tam wchodzić. Tym razem wszedłem i zobaczyłem, że piwnice są odnowione, czyste. W jednej z nich było „prawie” mieszkanie. Urządzony pokój, jakby muzeum sprzętu elektronicznego i komputerowego z moich lat dziecinnych. Ktoś tam mieszkał. Przy wychodzeniu z tej piwnicy na chwilę obudziłem się (właściwie obudził mnie mój głos – JESTEM BEZPIECZNY). Zasnąłem znów. Byłem z moją córką w nowym, ogromnym budynku (już pojawiał się w moich snach i też z córką). Wsiedliśmy do WINDY!… Ekstremalnie klaustrofobicznej. Musieliśmy się położyć i jechaliśmy w górę. Oczywiście od razu myśl – jestem we śnie 🙂 Dojechaliśmy windą na jakiś poziom. Tam spotkałem Wojtka Jóźwiaka, który z grupą ludzi wyciągał ze strumienia kamienie. Dołączyłem się, pytając co robimy. Wojtek powiedział, że to są specjalne kamienie. Zszedłem nad brzeg (z dość stromej skarpy) i wziąłem pierwszy brązowy kamień. Dziwny to kamień. Po pierwsze miękki (jak plastelina), po drugie podłużny i płaski. Te kamienie wrzucaliśmy potem do wody z dużą siłą. Woda zaczynała bulgotać bardzo gwałtownie i kamień zamieniał się w faktycznie okrągły głaz. Gdy jednak braliśmy go do rąk, natychmiast zmieniał się w piasek. Ale znów piasek inny niż znane z plaży. Piasek był jak mąka ziemniaczana lub puder. Delikatny jak puch. Kilkukrotnie ktoś nie trafił na odpowiednią głębokość wody i kamień tylko delikatnie syczał i nic się nie działo. Podchodziłem wtedy ja lub Wojtek i rzucaliśmy go w odpowiednie miejsce. Niestety, nie wiem po co był ten piasek.

Znów szkoła w górach

Ten sam budynek który był we śnie http://kahuna.blog.pl/2015/11/05/pchanie-malucha/. Tym razem było ciemno. Wchodziłem tam na własnych nogach, po kamienno-ziemnych schodach. Gdy dotarłem do budynku, wszedłem i zacząłem rozmawiać z kobietami. To były i nauczycielki, i panie sprzątaczki. Czymś się martwiły. Nagle pojawiły się służby specjalne. Oddział ubranych na czarno komandosów. Otoczyli budynek. Ja byłem jednocześnie w środku i na zewnątrz. Patrzyłem na akcję. Kogoś szukali. W pewnej chwili coś wyszło z piwnic szkoły. Jakaś męska postać. Uciekł w las. Las był ciemny ABSOLUTNIE. Dwóch agentów pobiegło za nim, dowódca kazał innemu wsiąść do samochodu i ruszyć w pościg. Samochód pomimo zapalonych świateł nie był w stanie oświetlić lasu. Dziwnie to wyglądało. Pojechał. Dowódca powiedział, że nie mamy się czym już martwić.

Niebieski pokój Wojtka Jóźwiaka

Bardzo ciekawy sen. Śniło mi się, że pojechałem w odwiedziny do Wojtka Jóźwiaka. Mieszkał na parterze w dziesięciopiętrowym bloku. Ale to był naprawdę niski parter. Podłoga balkonu była kilkanaście centymetrów nad ziemią. Przyjechałem, Wojtek wskazał mi pokój w którym będę spał. Ściany były kremowo-żółtawo-białe. Taki bardzo leciutki i ciepły kolor. Potem poszedłem do pokoju Wojtka. Był równie mały co mój. Mieściło się w nim łóżko, biurko i krzesło. Ledwo dało się przejść pomiędzy meblami. Ściany były błękitne, właściwie wpadające w kolor cyan (turkusowy). Okno miał zasłonięte delikatnie żółtawą żaluzją. Mogę nawet powiedzieć, że tego samego koloru były ściany w pokoju gościnnym. Chwilę rozmawialiśmy i poszliśmy do „mojego” pokoju. Tam Wojtek poprosił mnie, żebym wyjrzał przez okno. Pokazał mi, gdzie mieszkał mój ojciec. W tej chwili poznałem, gdzie jestem. Było to miejsce o dwa bloki od miejsca, w którym mieszkałem od 2001 do 2005 roku. Ucieszyłem się bardzo, bo znałem to miejsce doskonale. Wojtek wtedy powiedział, że mieszkaliśmy tak blisko siebie przez tyle lat.

Lot autem i ciekawe połączenie

To nie jest mój sen. To po pierwsze. Po drugie – w moich snach unikam konkretyzowania osób. To nie ma większego wpływu na treść snu. Ja wiem, kto był w moim śnie i to jest najważniejsze. Dziś jednak postanowiłem to na chwilę zmienić. Mój sen o halach warsztatowych – „Pojechałem z kobietą do…” – to jest bardzo konkretna kobieta. Ona dziś rano opowiedziała mi swój sen. Pewnie nie zwróciłbym uwagi na to, gdyby nie zbieżność nocy, tematu i osób w naszych snach.

Oto jej sen:
Jechałam samochodem z dwoma mężczyznami. Nagle wznieśliśmy się w powietrze i lecąc, zaglądaliśmy ludziom w okna domów. Bardzo się bałam. Jeden z nich wbił mi coś wzdłuż kręgosłupa i powiedział:
– Zaraz udowodnimy Ci, że czas i przestrzeń nie istnieją.
Przestałam się bać. Lecieliśmy dalej, a jednocześnie widziałam wszystkie okna naraz.
Koniec snu.
Dlaczego zwróciłem uwagę na ten sen? Bo ona jest absolutnie sceptyczna (Radku, Ty – w porównaniu z nią – jesteś mistykiem !! 🙂 ) do wszelkich tego typu działań. Nie potępia, ale absolutnie nie wierzy i nie zajmuje się tym tematem.
Kolejna rzecz, to zachowanie mojej córki. Wstała w nocy, w jakimś dziwnym stanie (ma 9 lat), przyszła do mnie i zaczęła mnie trzymać za stopę, coś przy tym bęłkocząc, że niby musi mnie chronić… Nie przeszkadzała zaświecona lampa, rozmowa… wciąż trzymała się swojej wersji. Gdy ułożyła się na łóżku, zaczęła miętolić kołdrę, krzycząc wręcz:
– Zobacz jak to wygląda, to nie może tak być!!!
Po czym zasnęła.
Niestety, wiem to tylko z opowiadań, bo nie obudziłem się, gdy to wszystko się działo. Nawet rzucenie się na moją nogę nie spowodowało przebudzenia.

Stara fabryka, magazyny i dwóch robotników

Pojechałem z kobietą do, jak się na wydawało, opuszczonych hal produkcyjno-warsztatowych. Okazało się, że jednak coś się tam dzieje. Podjeżdżały autobusy, samochody kempingowe. My przechodziliśmy z hali do hali, aż trafiliśmy na miejsce bardzo trudne do przejścia czystą stopą. Było pełno błota, mazutu wręcz. Dotarliśmy do ostatniej hali, gdzie był człowiek, jakiś mechanik, który opowiedział nam o tym, że autobusy i inne auta przywożą tu zużyty olej. Oni go potem jakoś zagospodarowują. Na dowód pokazał nam beczki z czarną śmierdzącą breją. Wróciliśmy do ostatniej hali, gdzie był już jego kolega. Wypompował z innej beczki olej (uż po oczyszczaniu); był w kolorze butelkowej zieleni. Dostaliśmy od niego ten olej w ramach prezentu. Od naszego przewodnika otrzymaliśmy też jakieś śrubki, rurki i drzwi!!!. Ogromne drzwi w kształcie trójkąta. Miały przynajmniej 3 metry wysokości. Pożegnaliśmy się i w drodze powrotnej tak obładowani przechodziliśmy przez każdą z hal (pomimo, że mogliśmy po prostu wyjść bramą przez podwórko). Na każdej z hal spotykaliśmy ludzi. Pracowali tam. Część z naszych bagaży/podarunków sprezentowaliśmy spotkanym robotnikom. Mówili, że to dla nich. Dziękowali. Jakbyśmy byli potrzebni, żeby przenieść coś na inne hale. W końcu dotarliśmy do wyjścia. Okazało się, że to ulica w Wiśle. Deptak w miejscu, gdzie zawsze sprzedają obrazy. Jest takie miejsce pomiędzy przejściem na bazar a knajpką, w okolicach kościoła przy głównym deptaku. Problemem były te drzwi. Nie miałem ich jak zapakować, więc po prostu zostawiłem je pod wejściem. Wiedziałem, że zaraz ktoś się przyczepi. Długo nie czekałem. Starsza pani biegła za nami krzycząc, że nie mogę tych drzwi tak zostawić. Na co ja odpowiedziałem, że zabierzemy je potem Żukiem, bo teraz mam za małe auto.

Kłótnia z dobrym kolegą

Sen – jakby wyjęty z życia. Zadzwonił do mnie kolega, dla którego pracuję. W realnym życiu kolega jest ostatnio nie do zniesienia. Wiem, że sen był następstwem wczorajszej rozmowy na tematy służbowe. We śnie – najpierw dyskusja. Z mojej strony chęć załagodzenia sporu. Tłumaczenie, że sam tego chciał. On, coraz ostrzejszy ton. Potem krzyk. Ja również podniosłem wtedy głos. Powiedziałem, że takim sposobem nie dojdziemy do porozumienia. Odwróciłem się na pięcie, wsiadłem do auta i odjechałem.

Ulewa i jazda autobusem

Niewyobrażalnie potężna ulewa. Jeździłem po moim mieście autobusem. Kierowca był jakimś moim znajomym. Rozmawialiśmy na temat ulewy. Czegoś takiego nie widziałem nigdy. Z nieba lały się ogromne ilości wody, jakby ktoś odkręcił ogromny kran. Ludzie starali się ukryć, ale nic z tego nie wychodziło, bo z każdej rynny, dziury w chodniku, kanału – tryskała woda. Ja jechałem do lekarza i zastanawiałem się, co zrobić, żeby nie zmoknąć.