Krótki, ale dość dziwny sen. Byłem w nieznanym mi miejscu. Jakby dom spokojnej starości, dom opieki? Ale nie ja byłem stary. Zobaczyłem brązowego (jasno brązowego) niedźwiedzia który przechodził przez ścieżkę. Miał koszmarnie chorą tylną lewą łapę. W ogóle wyglądał na chorego, ale ta łapa – koszmar. Gruba, spuchnięta, oblepiona czymś. Potem inna scena. Właśnie ten dom opieki. Leżał niedaleko stary mężczyzna, a ja byłem nagi(!). Poprosiłem o coś do ubrania. Pielęgniarka dała mi jakieś dziwne ubrania, takie wielkie „gacie” zrobione z pluszowego futerka. Powiedziała, że temu starcowi i tak nie będą już potrzebne. Wzdrygnąłem się, bo choć niby były czyste, ale miałem w głowie strach przed ubraniem ich na siebie. Ostatecznie ubrałem jakąś koszulkę, jednak dolna część ciała pozostawała naga.