sen…

byłem z kobietą, w jej mieszkaniu. wydaje mi się, że byliśmy parą ale nie mieszkaliśmy ze sobą. kochaliśmy się a ja właśnie w tym momencie stwierdziłem, że muszę wyjść z psem. poszedłem do swojego domu. niby wyszedłem, ale zaraz wróciłem. do tego samego budynku choć to już nie były mieszkania. były tam jakieś biura i przychodnia lekarska. szukałem jej mieszkania, ale wcale go tam nie było. ludzie patrzyli na mnie dziwinie a ja zacząłem płakać. zadzwoniłem do niej pytając gdzie jest. ona na to, że w pracy. zapytałem czy pamięta, że byliśmy ze sobą.. niestety nie pamiętała. krzyczałem do telefonu i płakałem, że stała się rzecz której zawsze się bałem… nie umiem odróżnić sny od rzeczywistości…czułem się potwornie źle i było mi smutno… potem dotarłem do parterowego domku nad plażą, nie było tam mojej suczki, było dziecko z zespołem downa które wciąż pytało mnie czy może coś zrobić. ja odpowiadałem, "a czy twoja mama ci na to pozwala" padała odpowiedź "nie" i ja wtedy mówiłem że w takim razie ja też nie mogę ci na to pozwolić. nagle pojawiła się matka tego dziecka prosząc mnie o pomoc. ktoś ją ścigał… zabrałem dziecko przez ogródek w stronę plaży.. było pełno ludzi w kominiarkach… bałem się, ale zza rogu budynku zobaczyłem policję.. to była policja i ścigała matkę… nagle ktoś mi powiedział, że że matka zdążyła oddać 3 strzały w ciągu 18 sekund (dokładnie tyle 🙂 a potem widziałem, jak z rękami skutymi z tyłu prowadzili ją policjanci.

ogródek

w rzeczywistości mam przy domu ogródek, z piękną trawą, prawie wspólny z sąsiadami (oni swój śmietnik(ogródek) mają odgrodzony płotem. śniło mi się że wykopali rów, zaśmiecili gruzem i śmieciami cały trawnik, zniszczyli go praktycznie w całości. ja chodząc po tych smieciach stwierdziłem, że mam to gdzieś, posprzątam i zrobię wszystko od nowa 🙂 zupełnie się tym nie przejąłem…