Ceremonia w Nosso Lar

Pojechałem do Nosso Lar na Ceremonię. Dziwna to była Ceremonia. Gospodarz i Szaman w jednej osobie ciągle gdzieś jeździł, coś przestawiał, przyjmował gości. Nalał mi Ayę do literatki/słoika. Bardzo dużo tego było. Wypiłem. Pojawili się inni ludzie, znajomi z realnego świata. Oni nie przyjechali na Ceremonią. Kręcili się, rozmawiali. Pojawił się także mój młodszy brat. Bardzo smutny, nieswój (ale on nie lubi skupisk ludzi, jest bardzo mocnym introwertykiem). Potem dostałem dolewkę, ale to było coś dziwnego, mętny, wodnisty płyn, delikatnie brunatny. Leżałem zastanawiając się czy to wypić. Wciąż ktoś robił zamieszanie, ktoś coś przestawiał. Nie była to Ceremonia którą znam z realnego świata.

Okrągłe centrum handlowe i atak zła

Byłem, jak się później okazało, w budynku okrągłego centrum handlowego. Na jednym z pięter były pokoje hotelowe. Byłem sam, ale czekałem na kobietę. Coś złego dobijało się do drzwi. Wiedziałem, że jestem bezpieczny, jednak bałem się mocno. W pewnym momencie zło odeszło, została tylko wyrwa w drzwiach, jakby po wrzutce na listy. W końcu odważyłem się wyjść z pokoju. Były tłumy ludzi, ktoś mnie zaczepiał, głównie kobiety. Centrum handlowe tętniło życiem.

Odkryłem, a właściwie upewniłem się, że to działa. Gdy się budziłem kiedyś, zawsze miałem przy łóżku albo notes, a później dyktafon. Żeby nie zapomnieć snu. Od dłuższego czasu nie potrzebuję, bo sny pamiętam. Jednak czasami czuję, że może mi umknąć. Wtedy używam “wirtualnego” notesu. Piszę słowa na ścianie, na kaloryferze, na kołdrze. Piszę palcem, mamrocząc pod nosem co mi się śniło. Tak było i tym razem. I proszę, zapamiętałem, choć czułem, że jeśli zasnę, to zapomnę 🙂

Wielki lew, polowanie i mały kot

Piękny sen. Pierwszy raz śniło mi się duże, dzikie zwierzę którego się nie bałem. Była noc, kojarzę okolice gdzie to się działo. Zima, śnieg. Wyszedłem na spacer/polowanie z lwem. Ogromnym lwem. To znaczy on musiał coś upolować, żeby się najeść. Padał śnieg, powietrze mieniło się drobnymi płatkami oświetlanymi przez latarnie. Lew był rozmiarów konia. Dużego konia. Coś upolował, zjadł. Chciał jeszcze. Na pasie zieleni pomiędzy pasami jezdni zobaczył kota. Zwykły szarobury dachowiec. Podbiegł, chciał go pewnie zjeść. Kot zupełnie nie reagował. Lew złapał go za głowę i w tym momencie lew zamienił się w mężczyznę, kot w kobietę. Zaczęli się całować. Stałem, patrzyłem na to i poszedłem zostawiając ich samych. Bardzo, bardzo spokojny sen. 

Śnieg, lód i pustka

Sen krótki, miałem go nie wpisywać, ale mnie męczy 🙂

Wszyscy (ze snu) pożegnali się, gdzie wyjeżdżali, za pracą, za bliskimi. Zostałem sam, choć nie do końca. Trafiłem na lodowe pustkowie gdzie mieszkał jeden mężczyzna. Mimo pustki śniegowej, lodowej i jakby zamarzniętej rzeczywistości, to miejsce było piękne. Wspaniałe. Człowiek z pustkowia poprosił mnie o pomoc w zdobyciu lodu (!?). Tak, w tym lodowym świecie nie mógł tego zrobić. Gdziekolwiek nie stanął, wchodził do lodowego oceanu – wszędzie pojawiała się woda. I to jaka. Fale, zakończone białymi bałwanami, ale woda obok była nieprawdopodobnie zielono-błękitna. Czysta jak szkło. Ten człowiek wchodził do oceanu, zanurzał się w tej lodowatej wodzie, próbując wyjąć kawałki lodu. Podszedłem mu pomóc. Wziąłem kawałki lodu w formie tafli, wielkości dłoni. Idealnie prostokątne. Idąc w kierunku wzgórza, na którym stał jego dom, jedna z tafli upadła, druga została w moich dłoniach. Udało mi się donieść bezpiecznie na górę. Dobry sen, emocjonalny, choć w lodowym świecie. I ten ocean, widziany ze wzgórza na którym stał maleńki domek. Ocean zieleni i niebieskości, głębokie i ciemne kolory, jednak tak piękne. Takie bezpieczne i miłe dla oka.

Mieszkanie babci i dziadka

Czekałem na jakąś kobietę, mieliśmy się spotkać w biurze. Jednak ja, wyszedłem jej na spotkanie. Było to przy ulicy, gdzie mieszkali moi dziadkowie. Wiedziałem, że nie możemy pokazać się razem, weszliśmy do mieszkania. Było takie jak je pamiętam, choć puste i zimne. Nawet nie usiedliśmy, chłód był przejmujący. Wyszliśmy na ulicę, chwilę porozmawialiśmy. Potem to już była retrospekcja zmieszana z aktualnościami. Porównywałem budynki, miejsca – co jest teraz, co było kiedyś, gdy byłem dzieckiem.

Las

Piękny ale i trochę smutny sen. Takie mam wewnętrzne odczucia. Kocham być w lesie. Kocham las jesienią, cisza, lekki deszcz, może mgła. Taki właśnie był ten las we śnie. Jednak było w nim coś smutnego. Las był ogromny, drzewa nienaturalnie wielkie jak na naszą szerokość geograficzną. Była delikatna mgła, padał deszczyk, ale taki deszczyk deszczyk 🙂 jakby ktoś robił spryskiwaczem do kwiatów delikatną mgiełkę. Szedłem z mężczyzną wgłąb tego lasu. Najpierw szeroką drogą, jakby na połączeniu dwóch lasów. Później, doszliśmy do granicy lasu iglastego, zaraz za nim był las mieszany. Zapytał czy wolę iglasty czy liściasty. Powiedziałem, ze chcę zostać w iglastym. Dziwny, krótki sen. Zastanawiam się jednak, czy ten mężczyzna, to ten sam Duch opiekuńczy z moich snów o windach. Może to ten sam Duch z Ceremonii Ayi, z domku na plaży, ten sam który był w jaskini gdy znalazłem jajo Feniksa?

But, kobieta i Makłowicz :)

Śniła mi się kobieta, zmieniała pracę, potem się okazało, że wyjeżdża z Polski (do Włoch). Przyszła się pożegnać, ale z zastrzeżeniem, żebym jej nie szukał i nie pisał. Potem cały sen był o zmianach. Niefajny sen. Śnił mi się but, który kupiłem 4 dni temu (we śnie oczywiście) i ten but rozkleił się po 4 dniach używania. Pojechałem do sklepu gdzie go kupiłem, a tam też zaskoczenie, bo sklep totalnie zmienił branżę, nie mogłem nic poradzić. Zostałem z niczym.  Jedyny pozytywny motyw we śnie, to spotkanie Roberta Makłowicza przed biurem. Jechał na nagranie programu i bardzo się ucieszył na mój widok. Chwilę rozmawialiśmy i wróciłem do biura.

Byk, piwnice, ptaki i pani od ZPT :)

Śniłem o dziwnej klatce, z czarnych, grubych, metalowych prętów. W środku tej klatki był byk. Czarny, z ogromnymi rogami. Byk na sterydach. Był umięśniony tak bardzo, aż karykaturalnie. Atakował każdego kogo zobaczył. Tyle tylko, że byłem tam sam (nikogo nie widziałem). Ja jednak byłem zwinny jak małpa, skakałem po tej klatce, chwytałem się prętów unikając byka za każdym razem. Jedno było dość dziwne. Nie czułem strachu ani nie było w tych unikach adrenaliny. Ot po prostu unikałem ataków. Po przebudzeniu jednak nie jestem pewny, czy byk atakował mnie. Czy przypadkiem nie było tam kogoś jeszcze. Zmiana scenerii, schodzę do piwnicy, potem schodzę do piwnicy w piwnicy, i potem jest kolejny poziom piwnicy w piwnicy. Zawsze idę ciemnym, kamiennym/ceglanym korytarzem z okrągłym sklepieniem. Zawsze, jedynym źródłem bladego światła jest wejście do kolejnego poziomu dolnej piwnicy. Przechodzę schodami w dół. Potem idę drewnianą kładką pomiędzy drugim a trzecim poziomem piwnicy. Trafiam do zamkniętego obszaru, oświetlonego dziennym światłem. Znoszę do tej piwnicy ptaki. Duże ptaki, wielkości pelikanów, łabędzi. Mają ogromne dzioby. Wszystkie ptaki tulą się do mnie gdy wracam na ten poziom najniższy. W sadzawce, w tym zamkniętym obszarze są żaby i mnóstwo skrzeku. Na drugim poziomie piwnicy są myszy, na które polują ptaki. Ten trzeci poziom, najniższy jest jakby azylem dla tych ptaków. Nie wiem skąd je biorę, ale chyba chcę je ochronić przed czymś. Schodziłem przez te poziomy wiele razy, za każdym razem niosąc lub prowadząc kolejnego ptaka. Każdy był biały. Każdy miał ten ogromny dziub. Niektóre dzioby były ostre, wąskie, niektóre dość szerokie, jakby od dziobaka, pelikana.

Potem jakaś szkoła. Wydaje mi się, że moja podstawówka. Przyśniła mi się rozmowa z kimś z klasy, jesteśmy dorosłymi ludźmi i wspominamy panią od ZPT. Wspaniałą, ciepłą nauczycielkę, za którą wszyscy przepadali. To jest niesamowite, bo nie mam w zwyczaju wspominania nauczycieli z tamtych lat. O Pani Janinie nie pamiętałem wcale, bo ona odeszła ze szkoły, jeszcze za moich czasów. Choroba lub emerytura. Nie pamiętam. Ale żyła. Po prostu przestała pracować. Przez 30 lat nic, aż do dzisiaj, we śnie. I była tam też data Jej śmierci. Na pewno nie była prawdziwa, bo pojawił się rok 1981. Wtedy nie chodziłem jeszcze do szkoły 🙂 więc nie mogłem Jej znać.
Bardzo zastanawiają mnie te piwnice. Pamiętam inne sny, gdzie piwnica była moją podświadomością. Trzy poziomy – to nigdy mi się nie zdarzyło. I te ptaki, ten byk. Wciąż jestem w lekkim szoku. Sen był piękny, dziwny. 

Kręte ścieżki, pociągi i las

Bardzo dziwny sen. Jeździłem samochodem po wąskich leśnych ścieżkach. Były bardzo kręte a ja nie żałowałem pedału gazu. Dotarłem do przejazdu kolejowego ze szlabanem. Byłem już jednak pieszo. Kawałek jechałem pociągiem, mimo to później byłem wciąż na tym leśnym przejeździe. Szedłem wzdłuż torów, wiedząc, że idąc po torach dojdę do celu. Spotkałem dwie kobiety, mówiły ze śląskim akcentem, ostrzegały mnie przed czymś. Doszedłem do wioski przez którą przebiegały tory. Spotkałem “znajomego” który tam mieszkał, budował dom/budynek. Na te budowie był ogromny dźwig z nożycami, jakby do cięcia stali. Ten dźwig zaczął się ruszać, nożyce przemieszczały się w moją stronę, widziałem je z dołu jak spadają na mnie chcąc mnie przeciąć. Nic się jednak złego nie wydarzyło. Rozmawiałem jeszcze z tym znajomym, nie pamiętam dokładnie o czym, ale wiem, że opowiadał o tej budowie, o tych pociągach. Sam sen był nieprzyjemny. Od przebudzenia mam wewnętrzny niepokój. Dziwnie się czuję.

Mężczyźni przyszli z odwiedzinami

Ciekawie łączący się sen, z tymi o kobietach. Dziś śniłem o mężczyznach. Przyszli do mnie do domu, tego w którym teraz mieszkam. Zupełnie bez zapowiedzi, nieoczekiwanie, przyszło ich 4, może 5. Dwóch poznałem od razu, reszty twarzy nie widziałem, ale wiem na pewno, że byli to mężczyźni, którzy byli lub są ważni w moim życiu. Którym coś zawdzięczam, których podziwiałem/podziwiam. Których cenię. Wszystko byłoby normalnie, gdyby nie fakt, że byli nienaturalnie wielcy. Byli olbrzymami wzrostu około 3 metrów. Moje zaskoczenie i radość była ogromna. Totalne zdziwienie, bo okazało się (chociaż tylko we śnie), że oni się znają. Po prostu umówili się i postanowili mnie odwiedzić 🙂 Wesoła gromadka olbrzymów, kręciła się po mieszkaniu. Bardzo wesoły sen.