Nowy mercedes

Śnił mi się nowiutki mercedes S klasa. Najbardziej luksusowa w tej klasie maszyn. Stał w mojej piwnicy. Zupełnie zapomniałem, że go mam. Stwierdziłem, że skoro już jest nowszy model, to czas zmienić auto. Załatwiłem formalności i przyjechał. Niestety to coś nie było luksusową limuzyną. Bardzo ubogie wnętrze. Ale nie to mnie najbardziej zdenerwowało. Auto nie miało automatycznej skrzyni biegów. To była ta kropla, która przelała czarę goryczy :). Pojawiał się także motyw podróży samolotem i pociągiem. Pociągiem na lotnisko, a potem miałem gdzieś lecieć.

Sen we śnie o windach

Sen był dość dziwny, ciężki do opisania. Chaotyczny prócz jednej sceny. Wsiadłem do windy z kimś. Widziałem tylko podłogę. Mimo to dostrzegłem zmieniające się piętra. Gdy skala przekroczyła 100, powiedziałem głośno – to sen o windzie. Kucnąłem i obudziłem się – ale we śnie. Ludzie, z którymi byłem, byli totalnie zdezorientowani. Powiedziałem im, że cały czas śniliśmy wspólnie i nigdzie nie pojechaliśmy. Musimy szybko opuścić ten budynek i windę.

Ciekawe doznanie – nawet na głębszym poziomie snu we śnie i tak wiem, że winda i nieistniejące piętra to musi być sen. Absolutnie bez strachu, po prostu budzę się na zawołanie.

Dziwny budynek i śmierć Putina

Sen był, wydaje się, dość krótki. Śnił mi się wieżowiec, musiałem iść do mieszkania, w którym był remont. Winda!!! Znów winda. Wsiadłem, choć wsiadając już wiedziałem, że będzie jak zwykle. Czyli pojedzie nie tam, gdzie chcę, nie będą działać przyciski. Tak myślałem we śnie. I wiedziałem, że to sen. To już standard, gdy we śnie pojawia się winda, wiem, że to sen. Oczywiście wsiadłem do windy, która ruszyła zanim drzwi się zamknęły i zanim zdążyłem wcisnąć przycisk piętra. Chciałem jechać na 9, wcisnąłem przycisk który wpadł do środka, wcisnąłem 10 i to samo. Starałem się wyjąć je, ale bez skutku. Jakoś spowodowałem, że winda zaczęła jechać w dół. Trzymałem przycisk STOP i winda zaczęła zwalniać. Przy którymś piętrze kopnąłem w drzwi i wyskoczyłem w biegu windy. Znalazłem się na jakimś zebraniu. Leżał tam Władimir Putin. Umierał. Cały był w ranach, siniakach. Jego skóra broczyła krwią. Był koszmarnie opuchnięty. Resztkami sił wstał, kazał się komuś podtrzymywać, bo wydawało się, że szedł do kogoś, kto go otruł. W tym momencie sobie to uświadomił i chciał chyba coś powiedzieć temu, kto go otruł. Okropny sen.

Niebieski pokój Wojtka Jóźwiaka

Bardzo ciekawy sen. Śniło mi się, że pojechałem w odwiedziny do Wojtka Jóźwiaka. Mieszkał na parterze w dziesięciopiętrowym bloku. Ale to był naprawdę niski parter. Podłoga balkonu była kilkanaście centymetrów nad ziemią. Przyjechałem, Wojtek wskazał mi pokój w którym będę spał. Ściany były kremowo-żółtawo-białe. Taki bardzo leciutki i ciepły kolor. Potem poszedłem do pokoju Wojtka. Był równie mały co mój. Mieściło się w nim łóżko, biurko i krzesło. Ledwo dało się przejść pomiędzy meblami. Ściany były błękitne, właściwie wpadające w kolor cyan (turkusowy). Okno miał zasłonięte delikatnie żółtawą żaluzją. Mogę nawet powiedzieć, że tego samego koloru były ściany w pokoju gościnnym. Chwilę rozmawialiśmy i poszliśmy do „mojego” pokoju. Tam Wojtek poprosił mnie, żebym wyjrzał przez okno. Pokazał mi, gdzie mieszkał mój ojciec. W tej chwili poznałem, gdzie jestem. Było to miejsce o dwa bloki od miejsca, w którym mieszkałem od 2001 do 2005 roku. Ucieszyłem się bardzo, bo znałem to miejsce doskonale. Wojtek wtedy powiedział, że mieszkaliśmy tak blisko siebie przez tyle lat.

Stara fabryka, magazyny i dwóch robotników

Pojechałem z kobietą do, jak się na wydawało, opuszczonych hal produkcyjno-warsztatowych. Okazało się, że jednak coś się tam dzieje. Podjeżdżały autobusy, samochody kempingowe. My przechodziliśmy z hali do hali, aż trafiliśmy na miejsce bardzo trudne do przejścia czystą stopą. Było pełno błota, mazutu wręcz. Dotarliśmy do ostatniej hali, gdzie był człowiek, jakiś mechanik, który opowiedział nam o tym, że autobusy i inne auta przywożą tu zużyty olej. Oni go potem jakoś zagospodarowują. Na dowód pokazał nam beczki z czarną śmierdzącą breją. Wróciliśmy do ostatniej hali, gdzie był już jego kolega. Wypompował z innej beczki olej (uż po oczyszczaniu); był w kolorze butelkowej zieleni. Dostaliśmy od niego ten olej w ramach prezentu. Od naszego przewodnika otrzymaliśmy też jakieś śrubki, rurki i drzwi!!!. Ogromne drzwi w kształcie trójkąta. Miały przynajmniej 3 metry wysokości. Pożegnaliśmy się i w drodze powrotnej tak obładowani przechodziliśmy przez każdą z hal (pomimo, że mogliśmy po prostu wyjść bramą przez podwórko). Na każdej z hal spotykaliśmy ludzi. Pracowali tam. Część z naszych bagaży/podarunków sprezentowaliśmy spotkanym robotnikom. Mówili, że to dla nich. Dziękowali. Jakbyśmy byli potrzebni, żeby przenieść coś na inne hale. W końcu dotarliśmy do wyjścia. Okazało się, że to ulica w Wiśle. Deptak w miejscu, gdzie zawsze sprzedają obrazy. Jest takie miejsce pomiędzy przejściem na bazar a knajpką, w okolicach kościoła przy głównym deptaku. Problemem były te drzwi. Nie miałem ich jak zapakować, więc po prostu zostawiłem je pod wejściem. Wiedziałem, że zaraz ktoś się przyczepi. Długo nie czekałem. Starsza pani biegła za nami krzycząc, że nie mogę tych drzwi tak zostawić. Na co ja odpowiedziałem, że zabierzemy je potem Żukiem, bo teraz mam za małe auto.

Ulewa i jazda autobusem

Niewyobrażalnie potężna ulewa. Jeździłem po moim mieście autobusem. Kierowca był jakimś moim znajomym. Rozmawialiśmy na temat ulewy. Czegoś takiego nie widziałem nigdy. Z nieba lały się ogromne ilości wody, jakby ktoś odkręcił ogromny kran. Ludzie starali się ukryć, ale nic z tego nie wychodziło, bo z każdej rynny, dziury w chodniku, kanału – tryskała woda. Ja jechałem do lekarza i zastanawiałem się, co zrobić, żeby nie zmoknąć.

Dwa statki i rozcięta pięta

Znów motyw statków. Tym razem te dwa (!!!) statki rozbiły się o budynki. Właściwie to rozbiły budynki. Statkom nic się nie stało. Dziwne jest to, że nikt w mieście nie był specjalnie zdziwiony tym faktem. To ja szukałem pomocy, wytłumaczenia tego faktu. W pewnym momencie lewa noga zaczęła mnie boleć. Spojrzałem na piętę i zobaczyłem pionowe rozcięcie od ścięgna Achillesa do końca pięty. Próbowałem zakleić to plastrem. Bez rezultatu. Dostałem od kogoś lub znalazłem dziwną gąbkę, jakby pszczeli plaster z miodem. Miało to grubość paczki papierosów, z jednej strony rzeczywiście miało kleistą maź, przypominającą miód. Przyłożyłem to do nogi i ból ustał.

Sztorm i dwa statki

Byłem na morzu. Wiał bardzo silny wiatr. Byłem na jednym z dwóch ogromnych statków płynących tymi wodami. Wiedziałem, że na statkach nie ma nikogo. Miałem numer telefonu do kapitana. Zadzwoniłem i powiedziałem, że dzieje się coś złego. Statki nie płyną prawidłowo. Kapitan odpowiedział, że jest na urlopie, a statki mają autopilota, więc nie ma się co martwić. Upierałem się, żeby to sprawdził, on upierał się, że jest na urlopie. W końcu uległ. Coś kazał mi sprawdzić. Okazało się, że mam rację. Poprosił mnie, żebym przypilnował te statki do czasu aż wróci, zdecydował się bowiem przerwać urlop. Nie wiem jak, ale te dwa ogromne, oceaniczne statki przyciągnąłem do mojego miasta, do rzeki Odry. Zacumowałem przy brzegu. Zbliżała się noc. Wiało jak na oceanie. Dziwne było tylko to, że nie było fal. Woda zachowywała się jednak tak, jakby się gotowała. Całe masy pęcherzyków powietrza, ale i absolutnie czysty biały kolor wody, przypominały wodę spadającą z wodospadu. Spotkałem koleżankę, która zaoferowała mi, że podczas gdy będę oczekiwał na kapitana statków, ona dotrzyma mi towarzystwa. Kupiła dwa kefiry i powiedziała: – Chodź, idziemy pilnować statków.

Chodzenie po wodzie

Byłem nad brzegiem rzeki. Słońce, pełno ludzi. Trwała jakaś majówka. Stwierdziłem, że zrobię coś dziwnego. Zacząłem chodzić po wodzie. Woda zachowywała się jak ciecz nienewtonowska. Niestety inni, który chcieli robić to samo, po prostu wpadali do wody. Podszedłem do łodzi, w której siedziała kobieta. Bardzo atrakcyjna. Chciała, żebym poleciał z nią do Londynu na weekend. Sprawdziłem cenę biletów. Wyszło ponad 1000 zł. Do tego miałem lecieć z córką. Więc odmówiłem, mówiąc, że ponad 2 tysiące na 2 dni, to za dużo. Ale przytuliliśmy się, czule pożegnaliśmy. Wróciłem po wodzie na brzeg.

Wiem, że było coś jeszcze. Uzupełnię wpis, gdy odzyskam pamięć.