Leczenie ducha

Sen jest pewnie pokłosiem tego, co się dzieje w moim życiu w ostatnich tygodniach. Pojawiają się ludzie którzy czasami wprost, czasami przez przypadek proszą mnie o pomoc w wyzdrowieniu (!). Pytają co robić, żeby pozbyć się takiej czy innej dolegliwości. W tym śnie było podobnie, choć obaj mężczyźni byli już na dobrej drodze do wyzdrowienia. Byli alkoholikami. Młodzi faceci, okolice 30-35 lat. Zniszczeni, poturbowani piciem, ale pełni radości i mimo wszystko siły. Szedłem z nimi chodnikiem w jakimś mieście. Opowiadali mi o tym, jak ich zabierali w trakcie ciągu alkoholowego do jakiejś kliniki i wpuszczali im jakieś substancje bezpośrednio w tętnicę szyjną lub w okolice serca, żeby powstrzymać śmierć w przepicia. Bardzo ciężki sen, obudziłem się wyczerpany, ale nie był to smutny czy przygnębiający obraz. Opowiadałem im o tym, co ja bym zrobił, czego unikał, jak ja bym żył, gdybym był w ich sytuacji ale miał wiedzę z “teraz”. To było niesamowite, jak oni słuchali, jak oni bardzo chcieli wyjść z tego bagna. A później śniła mi się przepiękna przestrzeń. Ogromny dom, wokół domu łąka, trawnik bardziej, ogród. Piękna pogoda, słońce i totalnie niebieskie, głębokie niebo. Radość wszystkich którzy tam byli. Pewien bliski mi człowiek stał pod wielką drewnianą wiatą, obok ogromnego stołu śpiewał to (ten ze snu i ten który śpiewa na soundcloud to ta sama osoba):

Byłem szczęśliwy!!!

Czeka mnie dużo nauki :)

Przepiękny sen, chociaż drażniła mnie niemoc wyjścia poza przestrzeń miejsca. Wiem jednak dokładnie, co ten sen oznacza. Wiedziałem to po przebudzeniu. Jestem gotowy na kolejny krok w górę. Śniłem o domu. To właściwie posiadłość, ogromny, przestronny, czysty dom. Okolica piękna, zielona, dużo drzew, trawa, jezioro. Niebo błękitne, z kilkoma delikatnymi chmurami. Wszystko to widziałem z wewnątrz domu. Nie wiem ile dokładnie było kondygnacji, ale patrząc na doświadczenie z realnego świata, wysokość może trzeciego piętra, może czwartego. Ostatnią kondygnacją było poddasze (kocham poddasza :). Wszedłem tam i zobaczyłem okno dachowe. Postanowiłem wyjść właśnie przez okno dachowe. Powstrzymały mnie dwie sprawy. Okno było bardzo ciasne, nie mogłem się cały przecisnąć. Blokowało coś na poziomie klatki piersiowej. Drugim aspektem był dach. Właściwie był pionowy, z delikatnym tylko odchyleniem. To mnie zaniepokoiło. Chciałem wyjść, gdybym mocniej szarpnął ciałem dałbym radę, ale stromizna dachu i myśl, że nie będzie się czego złapać spowodowała, że nie wyszedłem przez okno. Są dwie możliwości – albo poszerzę okno i wyjdę bez problemu, albo pozbędę się strachu, że spadnę. Wiem jednak, że chcę wyjść. Chcę pracować w tym temacie mojego umysłu. Okolica i widoki z tego okna – bezcenne, przepiękne i zapierające dech w piersiach. Chcę wyjść z domu i być częścią przestrzeni. Czuję się szczęśliwy. 🙂

Dobry poranek

Czas zacząć dzień. Zupełnie przypadkowo, bez ustawki i planowania, dzień rozjaśniło słońce wpadające z tej strony (nie nie.. ta druga ściana), kubki smakowe rozkosznie oplata zawartość kubka z kakao Keitha, z głośników płynie Ganesh Invocation…już na starcie jest nieźle 🙂 Takich szamańskich poranków życzę sobie i Wam każdego dnia.