Dworzec w podziemiach, ryby i woda

Bardzo ciekawy sen. Spokojny, choć we śnie byłem mocno zdziwiony. Wszedłem do budynku jakby centrum handlowego. Ogromne hole, ludzie. Wszystko normalnie. Zszedłem na poziom -1, właściwie to jakbym zjechał ruchomymi schodami. Tam już było inaczej. Było czysto, sztuczne światło, ale całość tego miejsca pokazywała, że jest od dawna nieremontowane (podkreślę, bo to było ważne we śnie – to nie była ruina. Po prostu ząb czasu był widoczny, ale nie było ubytków w ścianach, nie było brudno, nie było nic zniszczone. Po prostu jakby czas się zatrzymał, ale nie do końca, bo ściany były dawno niemalowane). Stałem na kładce pomiędzy górą, czyli tam gdzie schody mnie zwiozły z góry, a samym dołem, gdzie był peron i stali ludzie. Zobaczyłem dwa zbiorniki, które kiedyś były chyba fontanną przelewową, może czymś podobnym. W obu zbiornikach była absolutnie wspaniała woda. Czysta do granic możliwości. Te zbiorniki były pięknie oświetlone, ale z nieznanego, niewidocznego źródła białego światła. W jednym, górnym były wyłącznie rośliny. Soczyste, zielone, spokojnie falowały w wodzie. Zbiornik poniżej tętnił życie. Mnóstwo ryb. Dużych i mniejszych. Inne rośliny, wpadające w brąz kępki traw. Jak z bajki. Przepiękny widok. Pierwsza myśl – przeniosę tej zieleni z pierwszego zbiornika do tego drugiego. Jednak usłyszałem w głowie ryby i rośliny z drugiego – nie rób tego. To zaburzy spokój i cały ekosystem. Powiedziałem, że skoro tak, to nie zrobię tego. Obserwowałem dolny zbiornik z rybami. Wydawało mi się, że jedna z ryb jest martwa. Pływa do góry brzuchem. No właśnie – pływa!!! Ona żyje tylko po prostu pływa do góry brzuchem. W tym zbiorniku było więcej ryb tego gatunku. Wszystkie inne pływały jak na ryby przystało. Zaciekawiło mnie to. Zszedłem z tej kładki na peron, podszedłem do zbiornika. Ta ryba miała frajdę i robiła to specjalnie 🙂 Wyjąłem ją z wody i zacząłem z nią rozmawiać. Okazało się, że ona to robiła specjalnie, żebym ją zauważył. Nie pamiętam dalszej części rozmowy, ale nie była zbyt długa. Wpuściłem ją do wody. Wróciłem na górę, na szczyt ruchomych schodów, wyszedłem na chwilę na poziom 0 i zaraz wróciłem. Na schodach spotkałem kobietę, chyba ją znałem, bo zapytałem co u niej słychać. Co porabia. Nie czekałem na odpowiedź. Wróciłem na sam dół. Po peronie kręciły się znane mi osoby. Był np. Lech Wałęsa 🙂 Do niego podszedł inny znajomy z realnego życia, z któym mam codzienny kontakt. Rozmawiali o czymś. Nie podchodziłem do nich. Nie czułem, że to ma sens. Ot, po prostu czekają na pociąg. I sen się urwał. :)))

Spotkanie po 30 latach, Bóg i Szaman

Dość niezwykły sen. Całość działa się właściwie w jednym miejscu, bliżej nieokreślonym. Jakieś mieszkanie, jakieś miasto. Spotkałem się z dawnym znajomym, z lat ’80. Co prawda nie był sobą fizycznie we śnie, miał ciało kogoś innego, ale to nie jest ważne. Chodzi o rozmowę. Wspominaliśmy stare czasy, ja mówiłem o tym co jest teraz. O swoich sukcesach. Nagle padło pytanie z jego strony: a czy myślałeś kiedyś o Bogu? Zaskoczony trochę, odparłem najdyplomatyczniej jak umiałem, że to dość wrażliwy temat, ja mam swoje poglądy, ale nie chodzę, nie namawiam i nie rozpowiadam. Nie chciałbym Cię urazić, bo domyślam się jakie Ty masz poglądy. Wróćmy jednak do naszych starych fajnych czasów. Niestety nie dał się przekonać i wciąż drążył temat. Odpowiedziałem więc, że Boga nie ma, a ja sam jestem Szamanem. Nasze wizje świata mocno się różnią ale nie chcę, aby to przeszkodziło temu, co mamy wspólne. Wyczułem jednak spory mur niechęci, który pojawił się po mojej deklaracji. Próbowałem znów zmienić temat. On jednak trwał w swoim. Nastąpiła wymiana zdań. Powiedziałem, że to nie jest fair, że nie ma otwartego umysłu. Nie musi się zgadzać ze mną, ale jak każdy, również on, mam prawo do własnego postrzegania wszystkiego. Chodziłem dość długo za nim, starając się rozmawiać. Niestety, jak grochem o ścianę. Wyszedłem więc z mieszkania, rozglądając się po okolicy. To były ruiny jakiegoś starego/starożytnego miasta. Większość murów była śnieżnobiała. Widziałem jeszcze młodych ludzi, który chyba wynajmowali pokój w jednym w budynków. Żeby się tam dostać skakali na rowerach poprzez fosę (wysokość na oko – z 10 metrów przepaści). Most był zawalony. Wybijali się z pozostałości po jednej stronie i wskakiwali na pozostałość po drugiej stronie.