płacz

na starych koszarach jest szpital. byłem tam z moją córką bo nie oddychała. ale nie byliśmy w środku, bo lekarz który nas przyjmował stwierdził że córka zmarła. nie oddychała. poszedł sobie. krzyczałem za nim ale mnie olał. otworzyłem buzię córki i zobaczyłem że ma pełno gazy opatrunkowej. takiej pociętej w kwadraty. zacząłem jej to wyjmować. wyjąłem wszystkie i zrobiłem jej sztuczne oddychanie. dziwne uczucie. jakbym pompował worek. jej klatka piersiowa była wiotka i bezwładna. ale nagle zaczęła się krztusić i oddychać. otworzyła oczy. podniosłem palec i kazałem patrzeć za nim czy kontaktuje i czy jest świadoma. była. wszystko było ok. potem zasnęła spokojnym snem a ja wpadłem w histerię gdy nerwy puściły. podszedł do mnie inny lekarz. opowiedziałem co się stało. wysłuchał mnie choć było to trudne. wciąż szlochałem i nie mogłem się uspokoić. nie mogłem uwierzyć, że lekarz nie chce reanimować człowieka za wszelką cenę. że nie sprawdził buzi… lekarz który mnie wysłuchał dał mi jakieś pismo, do jakiejś organizacji w takich właśnie sprawach. podpisałem je. obudziłem się z potwornym bólem krtani i przepony. ból był dokładnie taki jakbym płakał długo i mocno. Najfajniejsze jednak było to, że gdy się obudziłem obolały od płaczu córka (2,5 roku) była wtulona we mnie i spokojnie spała. żyła :))))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.