kioski i samoloty

byłem obok dworca PKP z moim przyjacielem. kupowałem coś w kiosku dla jego syna. w tym kiosku pracowała dziewczyna, znam ją w realnym świecie, prześliczna, bardzo oryginalna uroda. kupowałem jakieś zeszyty mały modelarz czy coś takiego. złapała mnie totalna głupawka, nie umiałem się powstrzymać od śmiechu. poszliśmy z piotrem w stronę domu. ulica płynnie przeszła w stromą górkę, wybetonowaną, choć było lato na niej były śniegowe koleiny. na dole stał VW GOLF – zjechałem na nogach po tych koleinach i przeskoczyłem przez dach tego golfa. poszliśmy dalej. koleś się zdenerwował i biegł za mną. rzucał na mnie opony mówiąc że je zniszczyłem. zakładał na mnie te opony. w pewnym momencie powiedziałem – marek, daj spokój, przecież nic się nie stało. to był kolega ze szkoły, ale mnie nie poznał. powiedział ze ma na nazwisko marek. dał sobie spokój a my szliśmy dalej. nagle, dochodząc do dużej ulicy zauważyliśmy ogromny samolot. ale nie taki zwykły, to było ja ogromna wersja naczepy do przewodu cementu w kształcie złamanego w dół walca. widać czasami takie na ulicach. byłem zdziwiony że mamy tu lotnisko, ale piotr powiedział że to przecież prezydencki samolot i on ląduje tu niedaleko. maszyna nie miała śmiegieł ani silników, zawracała sprawnie i szybko jak helikopter… wyglądała niesamowicie… i była ogromna, leciała nisko. widziałem pilotów w kabinie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.