Bardzo dziwny sen. Wszystko działo się w jednym miejscu. Obok jakiegoś budynku. Było już po zmroku. Oświetleniem były tylko kiepskiej jakości, słabe lampy. Spojrzałem w dół, a przy ścianie budynku była masa pająków i mrówek. Wszystko jakby w przyspieszonym tempie. Była też jedna kura, która próbowała zjeść mrówkę, ale zrezygnowała. Pająki były jakby nasze, rodzime (żadne ptaszniki czy tym podobne), jednak były przynajmniej 10x większe niż są w rzeczywistości. Nie wiem, czy to ma jakiś związek, ale tej samej nocy zmarł mój wujek. Jestem daleki od czytania senników, więc tylko tak to zostawiam.
W snach ważna jest nie tylko treść, czyli to co się dzieje. Ale też nastrój, wrażenia, emocje, które się czuje. Aura. Mnie 10 razy większy pająk pewnie by zaniepokoił, ale może nie, może śniłbym go jako opiekuna ogniska domowego, który byłby senną figurą moich emocji wobec domu, najbliższych itp., itd. Nieodmiennie pozdrawiam serdecznie
Zgadzam się. Czasami interpretacja snu nie jest potrzebna, ponieważ śniący dokładnie wie co to oznacza.