Posiłek z murzyńską rodziną

Byłem w gmachu, który był niby galerią handlową, ale bardzo dziwną. Był bardzo ponury. Pusty. Siedziałem z rodziną Murzynów, która o coś się kłóciła. Poszedłem do toalety. Gdy szedłem – byłem dziwnie poniżany. Ktoś mi przykleił kartki z czymś obraźliwym. Byłem popychany, lżony przez ludzi. Gdy wróciłem, posiłek się skończył. Zbieramy się do wyjścia. I teraz ten element! Schody. Ogromne w sensie szerokości. Na oko z 10 metrów. Długie, bardzo długie. Długości nie umiem określić. Klatka schodowa była w formie kwadratu, ale bez łączeń płaskich, bez korytarzy. Po prostu schody, obrót 90 stopni, schody, obrót itd., itd. Dziwnie schodziliśmy. Jakby ślizgając się na butach. Jakbyśmy zjeżdżali. Piszę MY, bo obok mnie był ojciec Murzyn. Matka wciąż nas strofowała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.