Ludzkość musi się zmienić!

Bardzo dziwny i ciężki sen. Smutny po przebudzeniu. We śnie wciąż były jakieś znaki, jakieś wskazówki. Jakaś istota na koniec powiedziała mi – ludzkość musi się zmienić inaczej ziemia zostanie spopielona.

Ziemia zostanie spopielona. Mocny przekaz. Nie mam pojęcia skąd mi się to wzięło. Smutna wizja.

Ludzkość uwięziona pod kopułą.

Ciekawy sen. Choć ciężki z początku, męczący. Ludzkość mieszkała pod kopułą, połówką pingponga. Ludzie byli zniewoleni nie wiedząc o tym. Nie wiem kto i po co to robił. Część z nas (w tym ja) chciała się jednak wydostać poza obszar. Wiedzieliśmy (był ze mną inny mężczyzna), że po wyjściu spod kopuły nie odejdziemy dalej niż na 100 metrów. Jednak chęć wyrwania się była silniejsza. Wyszliśmy i zaczęliśmy uciekać. Im dalej od kopuły, tym ciężej było. W pewnym momencie zatrzymało nas. Jedyne co mogliśmy zrobić, to obrócić się i wracać w stronę kopuły. Nie chciałem tam wracać. Krzyknąłem – TO JA JESTEM SZAMANEM, to ja kreuję rzeczywistość. Mocowałem się z niewidzialnymi linami trzymającymi mnie na 100 metrach. W końcu spiąłem się, jakby od tego zależało moje życie. Jeszcze raz krzyknąłem – jestem szamanem i jestem silniejszy! Niewidzialne liny zniknęły i uciekłem.

Czeka mnie dużo nauki :)

Przepiękny sen, chociaż drażniła mnie niemoc wyjścia poza przestrzeń miejsca. Wiem jednak dokładnie, co ten sen oznacza. Wiedziałem to po przebudzeniu. Jestem gotowy na kolejny krok w górę. Śniłem o domu. To właściwie posiadłość, ogromny, przestronny, czysty dom. Okolica piękna, zielona, dużo drzew, trawa, jezioro. Niebo błękitne, z kilkoma delikatnymi chmurami. Wszystko to widziałem z wewnątrz domu. Nie wiem ile dokładnie było kondygnacji, ale patrząc na doświadczenie z realnego świata, wysokość może trzeciego piętra, może czwartego. Ostatnią kondygnacją było poddasze (kocham poddasza :). Wszedłem tam i zobaczyłem okno dachowe. Postanowiłem wyjść właśnie przez okno dachowe. Powstrzymały mnie dwie sprawy. Okno było bardzo ciasne, nie mogłem się cały przecisnąć. Blokowało coś na poziomie klatki piersiowej. Drugim aspektem był dach. Właściwie był pionowy, z delikatnym tylko odchyleniem. To mnie zaniepokoiło. Chciałem wyjść, gdybym mocniej szarpnął ciałem dałbym radę, ale stromizna dachu i myśl, że nie będzie się czego złapać spowodowała, że nie wyszedłem przez okno. Są dwie możliwości – albo poszerzę okno i wyjdę bez problemu, albo pozbędę się strachu, że spadnę. Wiem jednak, że chcę wyjść. Chcę pracować w tym temacie mojego umysłu. Okolica i widoki z tego okna – bezcenne, przepiękne i zapierające dech w piersiach. Chcę wyjść z domu i być częścią przestrzeni. Czuję się szczęśliwy. 🙂

Wszystko jest iluzją

Jakie to niesamowite, że po przebudzeniu umysł, energia działają tak spójnie. Od ostatniej Ceremonii minęło już sporo chwil. Wydarzyło się parę rzeczy, które zmieniły mój świat. Ale dopiero dziś rano zrozumiałem, że wszystko co się dzieje poza mną jest iluzją. Jest projekcją moich oczekiwań (mimo, że bardzo unikam “chciejstwa”). To jak zachowuje się ten czy inny osobnik, ma się nijak do tego co myślę. Wszystko jest fikcją, bo każdy ma samym końcu rzeczy, myśli wyłącznie o sobie. Słowa, słowa i nic poza tym. Chcę teraz utrwalić tę myśl. Kolejny etap synchronizacji z energią. To trudne, bo zrozumieć to jedno, ale utrzymać ten stan to drugie. Jak po każdej Ceremonii, gdzie wszystko jest jasne, klarowne, oczywiste. Wracam do codzienności i część spraw wymyka się spoza tego zrozumienia. Uważność wobec siebie. To filar spokoju. Nie dać się omamić codziennością, nie dać sobie mówić innym jak mam żyć. Nikt nie ma prawa mówić, że moje myśli i odczucia są błędem. To takie proste. 🙂 Uważność… Spokój… I brak oczekiwań. Nie oczekuję niczego. Jestem wolny.

Powodzie i owce w rzece

Dużo kobiet. Rozmowy, jakieś rozstania (ale nie moje z nimi. One opowiadały o rozstaniach). Ciągły deszcz, powódź, coś złego na ziemi się działo. Kataklizmy. Jedna scena, która utkwiła mi w pamięci to wezbrana rzeka, przelewająca się przez centrum miasta (niedaleko mojej pracy). W tej rzece płynęło mnóstwo owiec. Woda była brudna, dość wartki nurt powodziowy i owce. Utrzymujące się na powierzchni, płynące z nurtem. Ciekawe co się stanie? W każdej sytuacji z lat poprzednich, gdy śniłem o brudnej wodzie, rozstawałem się w związku. Tylko, że wtedy, zamiast owiec były kaczki. Kilka dosłownie, pływające po brudnej i spokojnej wodzie. Teraz owce i powodziowy, brudny nurt. Poczekam na to co się wydarzy.