Celnik w USA i DO NO MIR

Sen dość krótki. Byłem w USA, jechałem ogromnym autem marki Cadillac. Zatrzymał mnie celnik. To był mój kuzyn, ale mnie nie poznał (wyglądałem inaczej niż zwykle). Do tego mówił po amerykańsku, a ja nawet w realnym życiu mam problem ze zrozumieniem tej wersji angielskiego. Wciąż powtarzał, że coś mam zrobić. Nie mogłem go zrozumieć. W końcu powiedziałem, Krzysiek, mów do mnie po polsku, bo nie rozumiem. Na co on powiedział – ale przecież cały czas mówię. Jednak nie wiem o co mu chodziło, bo sen wskoczył w dziwną fazę pół snu, pół jawy. Ktoś mi powtarzał jeden wyraz DO NO MIR. Sylabizował, jakby chciał żebym to koniecznie zapamiętał. Co to jest DONOMIR? Nie mam pojęcia.

Węże, hotel i niespotykany pojazd.

Szedłem w stronę sporego domu/ośrodka/hotelu. Po prawej stronie zauważyłem dwa węże. Jeden był ogromny, najedzony, był tuż po posiłku. W górnej części był wyraźnie grubszy. Wygrzewał się na słońcu. Tuż obok leżał mniejszy, też grzał się w słońcu ale nie był po posiłku. Poszedłem dalej, szukając właściciela. Ten właściciel bał się spotkania ze mną. Nie wiem dlaczego. To był starszy pan. Ubrany jak z epoki Wokulskiego. Twarz miał Bronisława Cieślaka. Później, ten sam mężczyzna był schorowany, zaniedbanym człowiekiem o czerwonych oczach i bardzo bladej twarzy. Siedział w stróżówce, jako portier i wciąż się mnie bał. Był bardzo zdziwiony, gdy się przywitałem z uśmiechem i wyciągnąłem rękę na przywitanie. Później znalazłem się wśród grupki ludzi przygotowującymi ogromną maszynę. Właściwie wiele maszyn, samochodów, przyczep i dziwnych części. Wszystko to było połączone linami. Cały zespół był gotowy. Chodziło o to, aby rozpędzić się tym przedziwnym pojazdem i wykorzystując siłę odśrodkową i prędkość uzyskaną podczas rozpędzania ustawiać liny, zwalniać je, wiązać w trakcie, aby to całe COŚ zakręciło o 180 stopni i znalazło się na podwórku. Jednak trasa do tego podwórka wiodła pomiędzy budynkami, wąskimi uliczkami, drzewami. To było niesamowite przeżycie dla tych, jak ja, którzy po prostu jechali na tej konstrukcji. Było to również ogromne przeżycie dla tych, którzy sterowali tym czymś. Gdy maszyna znalazła się na odpowiednim miejscu okazało się, że zaczyna się przyjęcie w hiszpańskim stylu (?!?!?). Muzyka, śpiew, sporo wina, jedzenie. Przyglądałem się temu z miejsca siedzącego. Siedziałem przy stoliku zszokowany tym co widzę. Ktoś, kto siedział naprzeciwko mnie mówił, że mam szczęście, że udało mi się zdobyć miejsce siedzące. Bo za chwilę będą tu tłumy. Za chwilę dosiadł się ktoś już mocno pod wpływem alkoholu. Unikam takich sytuacji, jednak ten mężczyzna nie był agresywny. O czymś rozmawialiśmy.

Punk, nóż w plecy i lot do domu

Wracałem do domu wieczorem lub w nocy. Było ciemno. Szedłem chodnikiem. Zaczepił mnie punk. W młodości sam byłem punkiem i nawet we śnie poczułem radość ze spotkania. Jednak ten punk wbił mi w plecy, pomiędzy żebra z prawej strony nóż. Wiedziałem, że muszę szybko dotrzeć do domu. Postanowiłem polecieć. Wiele razy już w snach po prostu leciałem, bo tego chciałem. Było mi tym razem trochę trudniej, bo byłem poważnie ranny. Ale leciałem, nie zwracając uwagi na ludzi, którzy wpadali w panikę, że ktoś lata im nad głowami. W sumie, to normalny człowiek nie lata. Dotarłem do domu, nie do końca był to mój dom, ale dokładnie w miejscu gdzie mieszkam. Był pusty, bez domowników. Zapaliłem światła, poszedłem do łazienki. Odkręciłem kran z zimną wodą i wszedłem do wanny. Tu niestety sen, lub moja pamięć się urywa.

Kancelaria prawna, budzenie umarłych

Bardzo dziwny sen. Dość ciężki emocjonalnie i fizycznie po przebudzeniu. Zarobiłem mnóstwo pieniędzy. Właściwie to nie był jednorazowy zarobek a stały, bardzo duży wzrost miesięcznych dochodów. Z jakiegoś powodu szukałem kontaktu z kancelarią prawną, która miałaby czuwać nad moją firmą. Trafiłem do ich biura, ale jednocześnie jakby tam mieszkali. Ogromny, ogromny pokój. Kojarzy mi się z mieszkaniem mojej babci, która we Wrocławiu miała ogromne mieszkanie. Pokoje 30, 50 m2. Wysokie ponad 3 metry. Wszedłem, zobaczyłem jakby znajome twarze, zdziwiłem się głośno, że oni są prawnikami. Zaczęła się rozmowa o pieniądzach. Nie jestem typem który szasta nimi na lewo i prawo. Jestem ostrożny. Nie chciałem jednak tak od razu mówić, że patrząc na ich biura i klientów, może nie będzie mnie stać na ich usługi. Później wszedłem do kolejnych pomieszczeń, gdzie w pokojach leżały ciała. Martwe, w letargu? Nie wiem do końca. Ale na pewno nie byli to żywi. Coś miałem zrobić, szukałem pomocy bo tylko oni mogli mi pomóc. Byłem bezradny, bo oni przecież byli tylko ciałami. Pojawił się mężczyzna, być może mój Opiekun. Łagodny i postawny mężczyzna. Otworzył drzwi do każdego pokoju, podchodził do każdego z ciał i po imieniu wołał ich, żeby się budzili. Część ciał budziła się od razu, część była bardzo oporna. Szczególnie jedno ciało było niewzruszone. Opiekun musiał go dotknąć i wypowiedzieć imię. Wtedy ciało ożyło. Byłem trochę przestraszony, trochę smutny, że oni muszą zostać obudzeni, ale nie było wyjścia. Początek był dla nich bardzo trudny. Nie wiedzieli co się dzieje. Totalna dezorientacja, jakby strach przed tym gdzie się znajdują. Nic złego im nie groziło. Byli po prostu totalnie w nieświadomości ich stanu i miejsca. Dziwny sen.

Pies, ręka i gryzienie po raz drugi

Jeździłem autem. Wciąż w mojej dzielnicy. Tym razem pojawiły się dwa owczarki niemieckie. Wciąż atakowały moją lewą rękę. We śnie odebrałem to jako agresję. Bardzo bolało, krzyczałem, wołałem o pomoc. Nikt nie zareagował. Chciałem psa złapać za kark i udusić. Nie udało mi się. Wciąż mnie gryzł w rękę. No i to właśnie jest ważne. Gryzł, ale nie po to, aby pogryźć. Łapał mnie boleśnie za rękę, jakby chcąc odciągnąć mnie od czegoś, przed czymś ostrzec. Tak to czuję i widzę po przebudzeniu. Bo nie było w tym psie agresji. Później, gdy dojechałem pod swój dom, zobaczyłem, że jest remont mojej ulicy. Dziwny, tarasujący przejazd. Robotnicy byli agresywni, głośni. Tacy kibole. Wykopali jakąś ogromną belkę spod ulicy i po prostu zanieśli ją do mojego ogródka. Protestowałem, ale bez skutku. Później włamali się do mojej piwnicy. Wyczyścili ją całkowicie. Zabrali wszystko. Mam teraz mieszane uczucia. We śnie byłem zły i smutny zarazem, bo zabrali MOJE rzeczy. Teraz, gdy piszę te słowa nie wiem co myśleć. Piwnica jest naszą podświadomością. Były tam różne rzeczy, zbierane i skrzętnie układane. Oni zabrali wszystko. Nie zniszczyli nic. Po prostu zabrali i zrobili porządek. Zostały gołe ściany i światło, choć nie bezpośrednio w piwnicy, a światło padające z korytarza oświetlające moją piwnicę. Śnił mi się jeszcze człowiek z którym współpracuję. Mieliśmy sprzeczkę o sprawy zawodowe. Wykazałem się dużą asertywnością, nie pozwoliłem sobie na nieuzasadnione pretensje i stanowczo zareagowałem „usadzając” tego dyrektora. Stanowczo lecz dyplomatycznie, bo koniec końców przeprosił mnie i przyznał mi rację.

Podróż w zaświaty

Byłem w zaświatach. W miejscu, gdzie nasze energie trafiają tuż po śmierci fizycznej ciała. Byłem obserwatorem i świadkiem historii, gdy babcia i wnuczka umarły. Zatruły się czymś w jedzeniu. Byłem w wielkim budynku, właściwie to był cały kompleks budynków, korytarzy, sal. Historia zaczęła się od końca. Byłem w grupie ludzi którzy jakby zwiedzali ten ośrodek. Zjechaliśmy na sam dół, stało tam auto, dość duże, terenowe, pickup. Tam, cała nasza grupa zobaczyła wnuczkę i babcię w środku jak wymiotują. Ale ta sama babcia i wnuczka była w tej grupie. Pamiętam, że jak byliśmy na samej górze budynku, to te dwie osoby wymiotowały. Udzielono im pomocy, podano jakieś leki? I teraz, na dole, babcia i wnuczka obserwują same siebie gdy to się znów dzieje, jakby początek tej historii. Zaczęły sobie przypominać tę sytuację, były nie tyle zaniepokojone, co mocno zdziwione. Przewodnik próbował naprowadzić je w delikatny sposób, a one w końcu zapytały – umarłyśmy? Tak, Wasze fizyczne życie zakończyło się. Przedziwna sytuacja. Moja rola obserwatora. Dziwne było też to, że w tych zaświatach był mój starszy brat, który miał wysłać jakiś raport do swojego szefa, nie wysłał go, szef dzwonił pytać dlaczego nie ma go na mejlu. Brat odpowiedział, z całym przekonaniem, że przecież wysyłał. Przy mnie sprawdził pocztę i faktycznie w wysłanych było pusto. Wysłał go więc szybko. Szef dostał, podobno nie miał pretensji, choć, jak brat opowiadał, innych za takie niedopatrzenie zwalniał w trybie natychmiastowym. Zapytałem, czy nie będzie miał problemów. Odpowiedział, że zupełnie mam się nie martwić. Wszystko jest dobrze.

Szalona podróż po rwącej rzece (Amazonka?)

Od dłuższego czasu sny były nieopisywalne. Znam ten stan, bo czasami się zdarza. Strzępy, kadry, pojedyncze słowa. Pojawił się sen, poprzedzony inny, noc wcześniej. Otóż… do mojego mieszkania, w nocy, ktoś próbował się włamać. Drzwi wejściowe do domu mam na odcisk palca i kod cyfrowy. Słychać od środka, gdy ktoś „się loguje”. We śnie było tak samo. Słyszę, że ktoś próbuje wpisać kod, błąd… błąd… Obudziłem się (we śnie) i pobiegłem do drzwi. Już słyszałem, że delikwent zbiega ze schodów w panice, że został zdemaskowany. Tym delikwentem okazał się nieżyjący już Leon Niemczyk, choć, gdy otworzyłem drzwi i krzyczałem do niego, używałem imienia znanego aktora amerykańskiego (nie umiem sobie przypomnieć kogo). Zwyzywałem go, wyklinałem. Obrażałem. Ojjjj.. byłem bardzo niemiły. Wróciłem spać we śnie, później obudziłem się już w realnym świecie. Sen drugi opowiadał o nieplanowanej podróży dziwnym statkiem wodnym. Wyglądało to jak ogromna barka, prawie płaska na pokładzie. Dość cienka. Zachowywało się to jak kawałek styropianu rzuconego na wodę. Jednak nie było w tym nic z niebezpieczeństwa. Woda wzburzona, jakby stan był o wiele wyższy (pora deszczowa??). Brunatna, dookoła wiry i fale. Trzęsło, szarpało, lało jak z cebra. Byłem mokry, było mi dość chłodno, ale nie było to nieprzyjemne. Czułem dotyk wody z rzeki, czułem deszcz na skórze. Bardzo realistyczne doznania. Było dość szaro wszędzie. Dość sporo osób na pokładzie. Braliśmy ostre zakręty, czasami o 180 stopni zwrot w korycie rzeki. Płynęliśmy tak dość długo. Rozmawiałem z towarzyszącymi mi ludźmi. Było energetycznie, z adrenaliną, ale to nie była walka o życie. Było naprawdę ciekawie. Dopłynęliśmy do jakiegoś brzegu/pseudo portu. Pod wielkim, ogrooomnym drzewem. Konary tworzyły dach, jakby wiatę. Liście zielone, gałęzie w ilościach niespotykanych. Niesamowity widok. Okazało się, że moja podróż w tym miejscu dobiegła końca. Musiałem opuścić barkę i musiałem wracać do domu. Jednak powrót był mega zaskakujący. Wracałem statkiem kosmicznym!!! Przewspaniały sen!

Operacje mózgów i hackowanie parkometru :)

Przedziwny sen. Miasto nieznane, ludzie nieznani. Jednak parkomaty stojące przy ulicy znane. Miałem za zadanie niepostrzeżenie zhackować taki parkometr, bo tuż obok na chodniku trwała operacja dwojga ludzi. Operowali im mózgi. Mieli odcięte całkowicie górne części czaszek. Mniej więcej od połowy czoła. Wszystko było widoczne. Widziałem algorytmy (w swoim umyśle) jak działa parkometr, jak go włączyć w tryb serwisowy. Po prostu. Jednak co jakiś czas musiałem przerywać swoje czynności, bo podchodzili ludzie po bilety. Za każdym razem było trudniej, bo parkometr jakby uczył się bronić przed moją ingerencją. Jednak udało się, uruchomiłem go w trybie serwisowym, który był potrzebny do:

  1. Pobrania darmowego biletu (!!!!)
  2. Wyjąłem kabelki z niego i podałem lekarzom, którzy dzięki nim przeprowadzili do końca operację mózgów pacjentów. Operacje się udały. Te parkometry miały jakieś ukryte oprogramowanie które przesłane do mózgów uratowało tych ludzi.

Ciężki sen pod względem trudności hackowania parkometru :), jednak bardzo przyjemny i radosny, bo pomogłem uratować pacjentów i naprawić ich mózgi.

Żeby winda była windą :).

Winda. Ciekawa sytuacja, ciekawy sen. Dawno nie było już windy. W tym wydaniu nie było chyba nigdy. Jestem na 10 piętrze w budynku mieszkalnym (znam ten budynek z poprzednich snów). Pełno ludzi, duży hol dla oczekujących na windy. Wind było kilka. Część ludzi wsiadło do pierwszej która przyjechała. Dla nas zabrakło miejsca. Czekamy na inną, większą TURBO windę. Tak była określana. Przyjechała. Bardzo duża w środku, z miejscami siedzącymi. Jasna i przyjazna, choć były pasy bezpieczeństwa (uchyty). Winda ta poruszała się z zawrotną prędkością również na boki, przemieszczając się między budynkami. Po raz pierwszy nie było świadomego snu (winda jako miejsce zawsze dawała mi znać, że to sen). Ale nie było też tego czego zawsze się bałem. Winda okazała się po prostu środkiem transportu. Nie była zła, nie była ciasna, nie była rozpadającym się miejscem. Po prostu spełniła swoją rolę zwożąc pasażerów do wybranego przez nich miejsca i wyjścia z budynku. 🙂